Z osobą kaznodziei, Piotra Skargi, wiąże się wiele niewyjaśnionych, żeby nie powiedzieć „ciemnych”, a już na pewno nie wesołych, spraw. Pierwszą z nich jest niechęć do kontrowersyjnej osoby duchownego, w kontekście której dziwić może wybór Sejmu RP. Druga, to jego tajemnicza śmierć, a konkretniej, bardzo prawdopodobne pochowanie Piotra Skargi żywcem. Trzecia, najbardziej zaskakująca, to proces kanonizacyjny, który przerwany został z niezwykle zaskakującego powodu…
Rok 2012 został przez Sejm ogłoszony – między innymi – rokiem Piotra Skargi. Postanowienie uzasadniono tym, że Skarga „jako czołowy polski przedstawiciel kontrreformacji, filantrop oraz ten, który w trosce o ojczyznę miał odwagę nazwać po imieniu największe polskie przywary. Nawoływał do zmian postaw rządzących, do reform, by nie doprowadzić Rzeczypospolitej do upadku”.
Rok 2012 został przez Sejm ogłoszony – między innymi – rokiem Piotra Skargi. Postanowienie uzasadniono tym, że Skarga „jako czołowy polski przedstawiciel kontrreformacji, filantrop oraz ten, który w trosce o ojczyznę miał odwagę nazwać po imieniu największe polskie przywary. Nawoływał do zmian postaw rządzących, do reform, by nie doprowadzić Rzeczypospolitej do upadku”.
// Dlaczego współcześni mu na ogół nie darzyli go sympatią, a dziś przedstawiany jest przede wszystkim jako mąż stanu i wybitny polityk? Otóż działo się tak z powodu nietolerancji wielkiego mówcy. Nietolerancji zaskakującej w czasach, w których Rzeczpospolita Obojga Narodów, słynna ze swej otwartości w stosunku do odmienności, zwłaszcza religijnych, nazywana była „państwem bez stosów”.
Piotr Skarga był zwolennikiem wzmocnienia władzy królewskiej i zwolennikiem ograniczenia sejmu. Wśród szlachty, miłującej swoje prawa i swój realny wpływ na losy państwa, takie stanowisko nie mogło spotkać się ze zrozumieniem. Tak samo jak charakterystyczna dla Skargi krytyka innowierców, szczególnie arian i kalwinistów, których w Polsce było wówczas, w wieku XVI, naprawdę sporo: wystarczy wspomnieć, że katolikami nie byli chociażby Mikołaj Rej, Jan Kochanowski czy Andrzej Frycz-Modrzewski.
To, czym naraził się współczesnym szczególnie, była krytyka konfederacji warszawskiej. Mówił, że jest „przeciw wszystkim prawom Boskim i ludzkim, przeciw dobremu Rzeczypospolitej, przeciw sprawiedliwości, przeciw dobrym obyczajom, przeciw samemu przyrodzonemu rozumowi”. Konfederacja, która zapewniała szlachcie swobodę wyznaniową, była, jak na owe czasy dość bezprecedensowa na całą skalę europejską i stanowiła źródło dumy wśród wielu mężów stanu. Tym samym, powiedzieć można, że Piotr Skarga głosząc swoje niepopularne poglądy szedł zupełnie „pod prąd”.
Z dalszej perspektywy historycznej trudno oceniać Skargę tak, jak oceniano go w jego czasach. Wprawdzie wiek XVI był „złotym wiekiem” w historii Polski i trudno dziwić się, że tolerancja w czasach licznych wojen religijnych w Europie wielu obywateli napawała dumą. Jednak, jak pokazały czasy późniejsze, Skarga pod pewnymi względami miał rację. Swoją krytyczną postawą wyrażał obawy, że przyzwyczajona do swobody szlachta będzie w coraz mniejszym stopniu stanowić jedność. Przestrzegał przed zbytnim rozproszeniem, które w połączeniu z inną polską wadą, - kłótliwością - doprowadzi do chaosu. Uważał, że połączenie się pod sztandarami jednej, państwowej religii wzmocni patriotyzm i sprawi, że szlachta będzie wspólnie identyfikowała się zarówno z Polską, jak i z charakterystycznym dla Polski katolicyzmem.
W ostatecznym rozrachunku nie mylił się, co do rozproszenia. Na skutek dbania przez obywateli głównie o swój własny interes, faktycznie to nastąpiło. Wiele lat później ziściły się też jego przestrogi o „tonącym okręcie”. Inną sprawą pozostaje to, że Rzeczpospolitą zniszczyły także nowe, charakterystyczne już dla przełomu XVII i XVIII wieku, ksenofobiczne postawy, które Skarga pod pewnymi względami także reprezentował. Choć należy podkreślić przy okazji, że wybitny kaznodzieja nie popierał przy tym żadnych form przemocy. Z kalwinami i arianami dyskutował, prowadził liczną korespondencję z ważnymi ich przedstawicielami i bynajmniej nie był zwolennikiem ujednolicania religii siłą. Rozumiał, że takie rozwiązanie zawsze prowadzić będzie do destabilizacji.
Piotr Skarga był zwolennikiem wzmocnienia władzy królewskiej i zwolennikiem ograniczenia sejmu. Wśród szlachty, miłującej swoje prawa i swój realny wpływ na losy państwa, takie stanowisko nie mogło spotkać się ze zrozumieniem. Tak samo jak charakterystyczna dla Skargi krytyka innowierców, szczególnie arian i kalwinistów, których w Polsce było wówczas, w wieku XVI, naprawdę sporo: wystarczy wspomnieć, że katolikami nie byli chociażby Mikołaj Rej, Jan Kochanowski czy Andrzej Frycz-Modrzewski.
To, czym naraził się współczesnym szczególnie, była krytyka konfederacji warszawskiej. Mówił, że jest „przeciw wszystkim prawom Boskim i ludzkim, przeciw dobremu Rzeczypospolitej, przeciw sprawiedliwości, przeciw dobrym obyczajom, przeciw samemu przyrodzonemu rozumowi”. Konfederacja, która zapewniała szlachcie swobodę wyznaniową, była, jak na owe czasy dość bezprecedensowa na całą skalę europejską i stanowiła źródło dumy wśród wielu mężów stanu. Tym samym, powiedzieć można, że Piotr Skarga głosząc swoje niepopularne poglądy szedł zupełnie „pod prąd”.
Z dalszej perspektywy historycznej trudno oceniać Skargę tak, jak oceniano go w jego czasach. Wprawdzie wiek XVI był „złotym wiekiem” w historii Polski i trudno dziwić się, że tolerancja w czasach licznych wojen religijnych w Europie wielu obywateli napawała dumą. Jednak, jak pokazały czasy późniejsze, Skarga pod pewnymi względami miał rację. Swoją krytyczną postawą wyrażał obawy, że przyzwyczajona do swobody szlachta będzie w coraz mniejszym stopniu stanowić jedność. Przestrzegał przed zbytnim rozproszeniem, które w połączeniu z inną polską wadą, - kłótliwością - doprowadzi do chaosu. Uważał, że połączenie się pod sztandarami jednej, państwowej religii wzmocni patriotyzm i sprawi, że szlachta będzie wspólnie identyfikowała się zarówno z Polską, jak i z charakterystycznym dla Polski katolicyzmem.
W ostatecznym rozrachunku nie mylił się, co do rozproszenia. Na skutek dbania przez obywateli głównie o swój własny interes, faktycznie to nastąpiło. Wiele lat później ziściły się też jego przestrogi o „tonącym okręcie”. Inną sprawą pozostaje to, że Rzeczpospolitą zniszczyły także nowe, charakterystyczne już dla przełomu XVII i XVIII wieku, ksenofobiczne postawy, które Skarga pod pewnymi względami także reprezentował. Choć należy podkreślić przy okazji, że wybitny kaznodzieja nie popierał przy tym żadnych form przemocy. Z kalwinami i arianami dyskutował, prowadził liczną korespondencję z ważnymi ich przedstawicielami i bynajmniej nie był zwolennikiem ujednolicania religii siłą. Rozumiał, że takie rozwiązanie zawsze prowadzić będzie do destabilizacji.
(artykuł zaczerpniety ze strony odkrywcy.pl)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz